środa, 8 maja 2013
Zmęczenie. Tak psychiczne, że aż fizyczne.
Nie cierpię tego uczucia, kiedy kładę się spać ze świadomością, że następnego dnia czeka mnie mnóstwo pracy. Najgorzej jest wtedy, gdy nie tylko czuję nacisk zewnętrzny, że coś trzeba zrobić, bo: powinnaś, czas się pomału kończy, już minęły prawie trzy tygodnie, podjęłaś się tego..., ale też są rzeczy, które potrzebuje zrobić, tzw. przymus wewnętrzny, bo doprowadzają mnie do szaleństwa. Przykładowo, zagracenie i zabałaganienie przestrzeni życiowej, które osiąga swoistą masę krytyczną i musi zostać rozładowane, dla dobra naszego i pozostałych domowników. Zresztą, obie sprawy są ze sobą powiązane. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że właśnie gdy mamy na głowie przysłowiowe sto spraw, to robimy wszystko inne, zaległe, zapomniane, czy też zakurzone, aby tylko odwlec pańszczyznę. I ja jestem właśnie w takim momencie, tylko tu nie chodzi o dzień lub dwa, ani też o jedne zobowiązanie...f***!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz