sobota, 8 czerwca 2013

Jedno życzenie

Gdybym miała jedno życzenie, ale takie które by się naprawdę miało spełnić, to czego bym sobie zażyczyła? Ta myśl wraca do mnie bardzo często i swoją wyliczankę zaczynam zawsze tak samo: żebyśmy (ja i moja rodzina) znali dużo języków, potem żeby każdy był super specem w swojej dziedzinie; za chwilę, żeby nikt z mojej rodziny nie chorował, ale to wszystko nie to. Koniec końców myślę sobie: czy rzeczywiście chciałabym zmarnować jedno jedyne życzenie wyłącznie na siebie? Oczywiście, dochodzę do wniosku, że nie, że to by był niewyobrażalny egoizm, ogromna krótkowzroczność. Ale co należałoby zrobić, żeby faktycznie zmienić coś naprawdę złego w dobre. Żeby nie było wojen? Nie, to nie rozwiązuje cierpienia głodu, okrucieństw w imię wiary, handlu ludźmi i zbrodni wszelkiego typu. Dla milionów ludzi, każdy dzień, to kolejne 24 godziny piekła, 7 dni w tygodniu, 52 tygodnie w roku.... Jednak to, co boli najbardziej to cierpienie dzieci, a są one świadkami najgorszych okropności, nie mówiąc o tym, że niejednokrotnie doświadczają niewyobrażalnych cierpień, bicia, głodu, porzucenia, gwałtu, terroru... Szczerze mówiąc nawet nie jestem w stanie się w to zagłębiać, bo jako mama dwóch synków, kilkulatka i niemowlaka, przeraża mnie świadomość tego ogromu zła, które dotyka dzieci na całym świecie, na samą myśl łzy cisną mi się do oczu i ta bezsilność.... Tak więc gdybym mogła mieć życzenie z gwarancją spełnienia, to chciałabym, żeby żadne dziecko na świecie nie cierpiało. Być może takie szczęśliwe dzieci, wyrosłyby na zadowolonych z życia, pewnych siebie, życzliwych ludzi i problemy dorosłych także by się rozwiązały? Taka reakcja łańcuchowa, to by było coś. Czy taki świat byłby bez wad? Na pewno nie, ale czuję, że byłby o niebo lepszy od obecnego!

niedziela, 26 maja 2013

Jeśli już musisz...

-Chciałabym abyś nie kradł, nie kłamał i nie oszukiwał, ale jeśli już musisz, to kradnij wszystkie moje smutki, kłam, że mnie nie kochasz i oszukuj śmierć, aby być ze mną jak najdłużej.-

To bardzo piękne słowa i aż trudno uwierzyć, że padły w zupełnie przeciętnej, banalnej komedii romantycznej 'Oświadczyny po Irlandzku'. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że można obejrzeć ten film dla pięknych pejzaży... : )

wtorek, 21 maja 2013

Stream of consciousness 2.0



Przy całych moich chęciach, aby żywcem spisać to co przychodzi mi do głowy i nie dbać o żadną poprawność ani formę (stream of consciousness), to po przeczytaniu wersji pierwszej mojego myślotoku, stwierdziłam tchórzliwie, że nie mogę tego zostawić całkowicie"au naturel", gdyż zdania które powstały naprawdę mają niewiele wspólnego z jakąkolwiek poprawnością; poza tym, znacznie nadużywam dwóch słów: "choć" i "jednak". Tak więc, poniżej wersja odrobinę poprawiona...

Zawsze ciekawił mnie stream of consciousness w pisaniu. Przelanie na papier tego co dzieje się w naszej głowie w danym momencie wydaje się być jednak szalenie trudne.Choć oczywiście spłaszczam zagadnienie, to właśnie w takim okrojonym rozumieniu jest mi ono potrzebne .Chciałabym móc swobodnie spisywać to co mi przychodzi do głowy i nie zastanawiać się nad zdaniami i czy tworzą logiczna ciągłość wypowiedzi. Na razie nie potrafię tak się rozluźnić, gdyż i tak zastanawiam się choćby nad poprawnością zdań, o czym świadczy zresztą fakt, że zredagowałam ten tekst po jego napisaniu, choć starałam się zostawić jak najwięcej z oryginalnego przepływu myśli. Na pewno nie zastanawiam się zbytnio nad interpunkcją, bo musiałabym sobie sporo przypomnieć, a w tej chwili nie chodzi  mi aż o taką poprawność, raczej o płynność, o jej 'uwolnienie'. Zastanawiałam się czy nie pisać swojego opowiadania tu na blogu, cały czas chodzi mi to po głowie, to wymagałoby jednak jakiejś regularności, choć z drugiej strony to przecież ja decyduję kiedy, jak i co pisać, więc właściwie dlaczego by nie. Coś mnie jednak blokuje.... Może chodzi o to, że jest to zupełnie odmienny sposób pisania od tego który własnie praktykuję, czyli spisywanie tego co w danym momencie chodzi mi po głowie, a tak, musiałabym pisać świadomie, z premedytacją, so to speak. Hm....

wtorek, 14 maja 2013

Strachy na Lachy?

Myślę, że nie znałam strachu dopóki nie urodziłam dzieci. Niesamowite, jak pracuje umysł rodzica, jakie scenariusze wyświetla nam mózg, jak straszy nas nasza własna wyobraźnia. Już widzę siebie jak lecę ze schodów z dzieciątkiem na ręku....Choć jestem w stanie zrozumieć cel takich wizji, jak mniemam chodzi o wzmożenie czujności i troski o małe oseski, to stres jaki odczuwam gdy przychodzi strach  jest nie do opisania. To tak jak z koszmarami sennymi, które są swoistym "ćwiczeniem przeciwpożarowym" połączonym z "przewietrzaniem archiwum". Na przestrzeni wieków człowiek żył w strachu, przed chorobą, przed najeźdźcą, przed panem i Panem, przed śmiercią; życie niosło ze sobą znacznie  więcej zagrożeń niż obecnie. Nie mówiąc już o zagrożeniach i niebezpieczeństwach z jakimi miał do czynienia człowiek pierwotny. Dziś nie boimy się stale o swoje życie, nie czyhają na nas na każdym kroku zagrożenia, więc mózg musi pobudzać naszą czujność i lęk w inny sposób. Jednocześnie, nasze lęki zmieniają się wraz z naszymi życiowymi doświadczeniami, bo przecież nie paraliżują nas już strachy z dzieciństwa. Wychodzi na to, że mózg uaktualnia co jakiś czas swoją "bazę danych".  Ponoć 75% naszych snów to sny o negatywnym zabarwieniu. Ciekawe, ile procent naszych myśli stanowią troski, lęki i niepokoje o dzieci, o ich zdrowie, o to czy są szczęśliwe.. U mnie raczej sporo.




czwartek, 9 maja 2013

Ekshibicjonizm?

Mówi się, że wszelkie próby zaistnienia w sieci to pewna forma ekshibicjonizmu. Zastanawiałam się nad tym, dlaczego tak się w ogóle mówi i czy jest to krytyka, czy neutralne określenie  pewnych zachowań.  Z definicji, parafrazując wikipedię, ekshibicjonizm to obnażanie się, tudzież 'zabawianie się', w miejscach publicznych w celu osiągnięcia satysfakcji seksualnej wskutek, najlepiej gwałtownej, reakcji mimowolnego uczestnika, najczęściej płci przeciwnej. O ile zgadzam się, że część z nas faktycznie 'obnaża się' w jakiś sposób w sieci, emocjonalnie czy też społecznie (niektórzy wręcz dosłownie), a samo branie czynnego udziału w życiu sieciowym rzeczywiście zaspokaja jakieś potrzeby, to jednak nie jestem przekonana, że najważniejszy jest tu czynnik szoku. W takim rozumieniu bowiem, opisywanie sieciowej działalności mianem ekshibicjonizmu byłoby zamierzoną obelgą. Jeśli jednak pominiemy to i owo z pierwotnej koncepcji i przyjmiemy, że taki sieciowy ekshibicjonizm polega na pokazaniu tego, co chcemy pokazać czasem nieznanym współużytkownikom, licząc, że ich reakcja (lub jej brak) zaspokoi jakieś nasze potrzeby, to to już, moim zdaniem, bardziej oddaje stan faktyczny; a i zabarwienie lepsze, bo bardziej neutralne. Choć muszę przyznać, że  "ekshibicjonizm" i "neutralne" jakoś do siebie za bardzo nie pasują...

środa, 8 maja 2013

Zmęczenie. Tak psychiczne, że aż fizyczne.

Nie cierpię tego uczucia, kiedy kładę się spać ze świadomością, że następnego dnia czeka mnie mnóstwo pracy. Najgorzej jest wtedy, gdy nie tylko czuję nacisk zewnętrzny, że coś trzeba zrobić, bo: powinnaś, czas się pomału kończy, już minęły prawie trzy tygodnie, podjęłaś się tego..., ale też są rzeczy, które potrzebuje zrobić, tzw. przymus wewnętrzny, bo doprowadzają mnie do szaleństwa. Przykładowo, zagracenie i zabałaganienie przestrzeni życiowej, które osiąga swoistą masę krytyczną i musi zostać rozładowane, dla dobra naszego i pozostałych domowników. Zresztą, obie sprawy są ze sobą powiązane. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że właśnie gdy mamy na głowie przysłowiowe sto spraw, to robimy wszystko inne, zaległe, zapomniane, czy też zakurzone, aby tylko odwlec pańszczyznę. I ja jestem właśnie w takim momencie, tylko tu nie chodzi o dzień lub dwa, ani też o jedne zobowiązanie...f***!

niedziela, 5 maja 2013

Rzeczywistość vs Fantazje

Szczęście w związku nigdy nie jest na stałym poziomie, raczej faluje. Codzienność wywiera na nas swoje piętno, sprawia, że zmienia się nasze zachowanie. To co było atutem, bogate wnętrze, staje się kością niezgody, gdy druga osoba czuje się wykluczona z naszego wewnętrznego świata. A my nie zauważamy nawet, ze taki proces zachodzi. To prawda, często jesteśmy pogrążeni we własnych myślach, ale nie jest to celowe. W głowie przerabiamy różne scenariusze, z potrzeby fantazjowania, tworzenia innej rzeczywistości. To jest jak dobra książka albo film, ale nie zdajemy sobie sprawy, ze to nas oddala od naszego życia codziennego i możemy zranić najbliższe nam osoby, które kochamy ponad życie. A my lubimy coś robić samemu, indywidualnie  Nie chcemy dzielić się z drugą osobą wszystkimi myślami i obrazami. Chcemy mieć ten nasz wewnętrzny świat tylko dla siebie. Tylko, że sprawiamy, że ta druga osoba, nasza druga połówka, której potrzeby są przez nas ignorowane, a przynajmniej niezauważane, jest coraz bardziej nieszczęśliwa. Powoli i jednostajnie powiększamy dystans między sobą. Czasami przychodzi opamiętanie, są takie momenty, że patrzymy na te drugą osobę tak, jak wtedy na początku, kiedy wypełniała nasz cały świat, a codzienność odwzorowywała nasze wewnętrzne fantazje. Ten moment po kąpieli maluszka, gdy leżymy obok siebie i patrzymy z miłością na tę piękną,  ukochaną istotkę i zdajemy sobie sprawę,  że nie mogłoby być inaczej i modlimy się do Boga, żeby miał wszystkich nas w swojej opiece. Albo gdy razem śmiejemy się z zabawnej sytuacji lub historii, patrzymy w swoje roześmiane oczy, a ciepło rozlewa się z serca po całym ciele. I gdy zmęczeni siadamy na fotelu, marząc o tym, żeby nikt nic od nas nie chciał, a nasz ukochany proponuje nam coś do picia, czy jedzenia, okazując troskę, która nas zaskakuje, choć nie powinna. Nagle zdajemy sobie sprawę, ze przecież tę troskę okazuje nam każdego dnia i patrzymy na niego z tą czułością, którą tez przecież mamy w sobie, tylko musimy sobie o niej przypominać.  Ja nadal lubię przebywać w swoim świecie, ale kocham tez moją rzeczywistość, tylko muszę dbać o to, aby moja miłość była odczuwana przez moich najbliższych i żeby dawała im poczucie szczęścia  i mimo, że  nie da się przejść przez życie nigdy nikomu nie zadając bólu, chciałabym go zadać jak najmniej.