wtorek, 14 maja 2013

Strachy na Lachy?

Myślę, że nie znałam strachu dopóki nie urodziłam dzieci. Niesamowite, jak pracuje umysł rodzica, jakie scenariusze wyświetla nam mózg, jak straszy nas nasza własna wyobraźnia. Już widzę siebie jak lecę ze schodów z dzieciątkiem na ręku....Choć jestem w stanie zrozumieć cel takich wizji, jak mniemam chodzi o wzmożenie czujności i troski o małe oseski, to stres jaki odczuwam gdy przychodzi strach  jest nie do opisania. To tak jak z koszmarami sennymi, które są swoistym "ćwiczeniem przeciwpożarowym" połączonym z "przewietrzaniem archiwum". Na przestrzeni wieków człowiek żył w strachu, przed chorobą, przed najeźdźcą, przed panem i Panem, przed śmiercią; życie niosło ze sobą znacznie  więcej zagrożeń niż obecnie. Nie mówiąc już o zagrożeniach i niebezpieczeństwach z jakimi miał do czynienia człowiek pierwotny. Dziś nie boimy się stale o swoje życie, nie czyhają na nas na każdym kroku zagrożenia, więc mózg musi pobudzać naszą czujność i lęk w inny sposób. Jednocześnie, nasze lęki zmieniają się wraz z naszymi życiowymi doświadczeniami, bo przecież nie paraliżują nas już strachy z dzieciństwa. Wychodzi na to, że mózg uaktualnia co jakiś czas swoją "bazę danych".  Ponoć 75% naszych snów to sny o negatywnym zabarwieniu. Ciekawe, ile procent naszych myśli stanowią troski, lęki i niepokoje o dzieci, o ich zdrowie, o to czy są szczęśliwe.. U mnie raczej sporo.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz